- Czy jest pan gotów stać na straży porządku prawnego odnowionej, demokratycznej III Rzeczypospolitej Polskiej?
- Bezapelacyjnie. Do samego końca… mojego lub jej…
2007-10-25
Cytat na dziś (i na najbliższą przyszłość).
2007-10-18
Cytat na dziś (i nie tylko).
Jak ja was, kurwy nienawidzę
I jak ja wami, kurwy, gardzę
Jak ja się, kurwy za was wstydzę
Gdy za granicę czasem zajrzę
Jak ja się wami, kurwy, brzydzę
Jak ja was dobrze, kurwy znam
Jak ja się bardzo ludziom dziwię
Którzy wybrali taki chłam
(…)
Opasłe mordy, krzywe ryje
Kurestwo wszędzie tam, gdzie wy
Jak ja was, kurwy nienawidzę
Jak do was bym z kałacha bił
A nawet jak wam plunąć w twarz
To wy mówicie, że deszcz pada
Jebana wasza partia mać,
Co mi ojczyznę okrada
Nadejdzie kiedyś taki czas
Za wszystko, kurwy zapłacicie
W helikoptery wsadzą was
I nigdy już tu nie wrócicie

2007-10-13
Cytat na dziś.
- Zostawiłeś światło w domu?
- A po chuj?
- Wiedziałem!!! To przez ciebie ten deszcz! Na stówę jutro będę miał katar! Kurwa, Entombecie! Wiesz, że ocieplenie klimatu zależy od zużycia energii! Bez zużycia prądu to chuja będziemy mieli a nie klimat! Ja zawsze – czy jestem w chacie, czy wybijam robić bohaterstwo, czy cokolwiek – wszystkie światła oświecę, TV zapuszczę i kompa i wszystko! Rachunek większy, ale za kilka lat będziemy tu mieli figi i daktyle, a nie skandaliczne ziemniaki, deszcz, śnieg i syf! Weźże skocz do chaty zapalić to światło.
- Skocz, skocz… ale to tak na jednym chuju – prędziutko!
2007-10-11
Rysy: Popradske Pleso – Chata pod Rysmi – Rysy – Morskie Oko
Rysy to najwyższy szczyt Polski, nic więc dziwnego, że mimo znacznej wysokości (2499 m npm) jest jednym z najczęściej odwiedzanych w Tatrach. Warto wiedzieć, że Rysy składają się z 3 wierzchołków, a ten leżący po stronie polskiej nie jest wcale najwyższy – wierzchołek po stronie słowackiej ma 2503 metrów npm. Na Rysy można dostać się na dwa sposoby – od strony polskiej (wariant trudniejszy) lub od strony słowackiej (wariant łatwiejszy). W niniejszej notce połączę oba sposoby i opiszę wejście od strony słowackiej, a zejście od strony polskiej.
Wejście na Rysy od strony słowackiej najlepiej rozpocząć od stacji kolejki elektrycznej Popradske Pleso, dla zmotoryzowanych jest tutaj również płatny parking samochodowy. Od tego miejsca niebieskim szlakiem (w większości po asfaltowej drodze) w około 40 minut docieramy w okolice Popradzkiego Stawu (Popradske Pleso) i znajdującego sie w pobliżu schroniska (Chata Popradske Pleso). Jeżeli wyszliśmy stosunkowo wcześnie, można po drodze skręcić w prawo i żółtym szlakiem dotrzeć do Tatrzańskiego Cmentarza Symbolicznego (Symbolicky Clintorin) – czas dojścia około 15 minut. Z cmentarza również żółtym szlakiem w ciągu pół godziny można dojść w okolice Popradzkiego Stawu.

Do Popradzkiego Stawu można również dotrzeć ze Szczyrbskiego Jeziora (Strbske Pleso). Znajduje się tam ostatnia stacja kolejki, stąd nasza trasa biegnie czerwonym szlakiem, będącym częścią Magistrali Tatrzańskiej. W pewnym momencie można również skręcić w prawo i wybrać szlak zielony. Czas dojścia wynosi około 1 godziny.
W okolicach Popradzkiego stawu skręcamy w lewo i niebieskim szlakiem udajemy się w głąb Doliny Mięguszowieckiej (Mengusovska Dolina). Czeka nas około 30-minutowy spacer, następnie zaś skręcamy w prawo na czerwony szlak i rozpoczynamy 1,5 godzinne podejście do Schroniska pod Rysami (Chata pod Rysmi). Szlak wiedzie przez jedną z najpiękniejszych tatrzańskich dolin – Żabią Dolinę (Zabia Dolina). Nazwa nie pochodzi oczywiście od żab, które jakoby miały tutaj występować, ale od koloru skał porośniętych glonami. Po drodze mijamy Żabie Stawy.

Podejście czerwonym szlakiem nie jest trudne, tylko w jednym miejscu, przed schroniskiem, znajdują się łańcuchy i klamry. Miejsce nie jest jakoś specjalnie trudne – ułatwienia przydają się wtedy, gdy jest tłok lub skały są śliskie.

Za łańcuchami czeka nas jeszcze kilkanaście minut podejścia po skalnych płytach. Po drodze mijamy jeszcze tablicę witającą nas w Wolnym Królestwie Rysów oraz bramę zrobioną ze sznurka i tandetnych chorągiewek.


I już jesteśmy, co prawda jeszcze nie na Rysach, ale w schronisku pod Rysami. Jest to najwyżej położone schronisko w Tatrach – leży na wysokości 2250 metrów npm. Zaopatrzenie do niego donoszone jest przez ludzi zwanych nosicami (tragarzami, szerpami).


Samo schronisko to legenda sama w sobie. Wielokrotnie zasypywane i niszczone przez lawiny – z uporem maniaka odbudowywane w tym samym miejscu przez Słowaków. Na ścianie wiszą różne napisy, np: “Politykować i pluć na ziemię jest w tym miejscu zabronione!” albo wielki tasak wbity w ścianę obok napisu – “Śmierć wegetarianom”. Sama wizyta w wychodku, wiszącym nad przepaścią, jest przeżyciem samym w sobie – jest on oddalony od schroniska o jakieś 100 metrów i trzeba tam za potrzebą biegać w pogodę i słotę, w dzień i noc.

Wizyta w schronisku pod Rysami jest wręcz obowiązkowa. Polecam szczególnie herbatę serwowaną w olbrzymich kubkach, właściwie to kubasach. Herbata ta ma szczególny smak – pewnie dlatego, że została doprawiona tatrzańską przyprawą (więcej o przyprawie można przeczytać tutaj), z pamiątek zaś polecam maskotkę świstaka – do dostania tylko w tym schronisku.
Po dłuższym odpoczynku czeka nas jeszcze ponad 200 metrów przewyższenia do przejścia. Podejście jest strome, ale trudności technicznych nie ma. Ze schroniska, nadal czerwonym szlakiem, w 20 minut dochodzimy do Przełęczy Waga (Vaha), tam skręcamy w lewo, kolejne 30 minut i już stoimy na wierzchołku Rysów. Jeżeli szliśmy za znakami, to będzie to wierzchołek słowacki, wyższy, mierzący 2503 metry npm. Tuż obok, zazwyczaj niemiłosiernie zatłoczony, znajduje się wierzchołek polski o wysokości 2499 metrów npm. Z Rysów, przy dobrej pogodzie, rozpościera się imponująca panorama Tatr, widać również podobno Kraków.


Na Rysach znajduje się również przejście graniczne, pozwalające pieszym, rowerzystom oraz narciarzom na przekraczanie granicy. Przejście jest czynne od 16.09 do 31.10 w godzinach od 7 do 19. Nie spodziewajcie się jednak, że spotkacie tam strażnika (chyba, że będziecie mieli pecha).

Z Rysów można spokojnie zejść tą samą drogą lub wybrać wariant ambitny i zejść na stronę polską. Zejście na stronę polską, czerwonym szlakiem, rozpoczyna się na polskim wierzchołku. Już na dzień dobry mamy olbrzymią ekspozycję i łańcuchy. Dalej jest tylko trochę łatwiej. Zejście jest bardzo strome, w wielu miejscach przepaść straszy po obu stronach, a łańcuchy ciągną się nie metrami, ale kilometrami. Wejście lub zejście tym szlakiem można traktować jako próbę generalną przed wyruszeniem na Orlą Perć (inny test można przeprowadzić wybierając się na Czerwoną Ławkę).




Gdy skończą się łańcuchy wcale nie jest łatwiej, szczególnie gdy jest mokro, mgła i nic nie widać. Łatwo zgubić szlak, a mokre kamienie plus piasek to idealny przepis na poślizgnięcie. Koniecznie należy zachować daleko posuniętą ostrożność (schodząc we mgle, po deszczu, poślizgnąłem się 3 razy, na szczęście kijki uratowały mnie od groźniejszej kontuzji).


Ponad 2-godzinne zejście kończy się nad Czarnym Stawem pod Rysami.

Stąd już tylko rzut beretem (jakieś 40 minut) do Morskiego Oka. Schronisko to należy omijać za wszelką cenę – zatłoczone do granic niemożliwości. Ze schroniska czeka nas jakieś 20 minut spaceru po asfalcie i albo będziemy się dobrze targować (cenę za zjazd można zbić do 15 PLN) i zjedziemy furmanką, albo czeka nas prawie 8-kilometrowy dalszy spacer po asfalcie na Polanę Palenica. Z Polany do Zakopanego co chwila odjeżdżają busy (w 2007 roku zdzierali 6 PLN).
Wycieczka na Rysy od strony słowackiej jest godna polecenia dla każdego miłośnika gór, od strony polskiej tylko dla osób ambitniejszych, które zaliczyły już wcześniej przygodę z łańcuchami (np: Świnica, Szpiglasowa Przełęcz, Zawrat od Hali Gąsienicowej) – nie licząc Orlej Perci, jest to najtrudniejszy szlak w Polsce.
2007-10-08
Czasami ciężko wypełnić swój obywatelski obowiązek.
Wielkimi krokami zbliżają się kolejne wybory – dla przypomnienia, ten wiekopomny moment nastąpi 21 października. Bynajmniej NIE wzywam do zabierania dowodów babciom lub innych rzeczy do nich należących. Każdy powinien wypełnić swój obywatelski obowiązek i zagłosować w zgodzie ze swoim sumieniem. Czasami jednak możemy natrafić na nieprzewidziane przeszkody, można nawet odnieść wrażenie, że każdy chce nam przeszkodzić w wypełnieniu naszego obywatelskiego obowiązku…
2007-10-07
Ostatnio przeczytane.
“Głos Boga” Jacka Soboty, to jedna z ciekawszych książek jakie ostatnio czytałem. Na książkę składają się pozornie luźno ze sobą powiązane opowieści o losach detektywa i wieszcza Rozenkrotza, poety-opoja Dolsilwy, rycerza Kwaidana, hrabiego – sadysty i masochisty w jednym – Mortena, super-szpiega Gorde, pięknej ladacznicy Kroni oraz dwóch dziwnych chłopców- Enrew i Rewne zwanego również Głosem Boga.
Ten ostatni jest nikim innym jak Chrystusem alternatywnego świata przedstawionego na kartach opowiadań, zaś same opowieści niczym innym jak interpretacją Ewangelii, w czasie której autor zasypuje nieustającymi zapytaniami i próbami odpowiedzi.
Mamy więc dziewięć opowiadań tworzących większą całość – coś jak dziewięć jajek w koszyku. Tyle, że wewnątrz tych jajek kryją się inne jajka, ponieważ bohaterowie “Głosu Boga” opowiadają sobie nazwajem różne historie. Klasyczny wybieg, stosowany chociażby przez Chaucer’a w “Opowieściach kanterberyjskich“, gdy w kilku opowieściach kryją się kolejne, niczym jajka wewnątrz większych jajek lub też rosyjskie matrioszki chowane jedna w drugą.
Mamy zatem do czynienia z inteligentnie i błyskotliwie skonstruowanymi opowieściami. Na szczęście są to jednocześnie dobrze napisane opowieści, prawdziwe cudeńka narracji i pełne niespodzianek. Nigdy nie gubią się w labiryncie szczegółów, nigdy nie przekraczają granicy, za którą zaczyna się popis efekciarstwa
Olbrzymia w tym zasługa stylu, którym się posługuje Jacek Sobota. pełnym błyskotliwych aluzji i gier słownych, który stał się wizytówką autora, i który, nie bez kozery, nazywany jest przez niektórych Sobota Fiction.
Polecam!
Nie będę ukrywał, że po “Padlinę” Jacka Soboty sięgnąłem skuszony lekturą “Głosu Boga“. Nie po raz pierwszy też w takich przypadkach srodze się zawiodłem. Podobnie jak “Głos Boga“, również “Padlina” jest zbiorem opowiadań, tym razem jednak raczej nie powiązanych ze sobą, z wyjątkiem może dwóch pierwszych, których akcja rozgrywa się w mrocznym Mieście Moloch.
Te dwa opowiadania – Dwie krople deszczu i Rzeka – są równocześnie najlepszymi z całego zbioru. Gdyby autor włożył nieco wysiłku i napisał jeszcze kilka rozgrywanych w tej samej scenerii, wtedy kto wie? Może powstałby zbiór opowiadań równie błyskotliwy co “Głos Boga“. Niestety kolejne opowiadania nie trzymają poziomu.
Żona cenzora nie przeczę, to oryginalne opowiadanie (bohaterowie książek ozywają, a uśmiercić je może tylko uderzenie cenzorską pieczątką), ale jak dla mnie za bardzo przekombinowane, Ósmy dzień sprawnie napisane, utrzymane w realiach klasycznej SF, ale jakieś takie nijakie, miałkie. Anioł tkwi w szczegółach oraz Cztery pory roku to tak naprawdę króciutkie szkice, a nie pełnoprawne opowiadania. Do tej pory nie mogę dociec, po co znalazły się w tej książce. No i pozostaje wreszcie tytułowa Padlina – właściwie to tytuł mówi sam za siebie.
Styl Soboty pozostaje nadal bez zarzutu, szczególnie w dwóch pierwszych opowiadaniach (warto podkreślić raz jeszcze – są naprawdę dobre), ale niestety w parze z warsztatem nie idą pomysły na kolejne opowiadania.
Szkoda pieniędzy!
2007-10-05
Cytat na dziś.
Więc ją biorę i udaję się do Jajogłowego, informatycznego geniusza, a poza tym, jak to często bywa, kompletnego imbecyla. Pokój przypomina swego właściciela – sterylny do granic aseptyczności. Na biurku spoczywa niepozorny komputer, przedmiot dumy Jajogłowego. Powiadano, że prędzej powiesi się Jajogłowy niż zawiesi się jego komputer. Nawet przyjmowano zakłady, choć w to akurat nie wierzyłem.
2007-10-01
Cytat na dziś.
Kiedyś, pamiętam, napisałem wiersz. W końcu każdemu to się zdarza. Pierwszego dnia wiersz spodobał mi się. Drugiego dostrzegłem wulgarność rymów, trzeciego liryczną miałkość. Szóstego dnia postanowiłem wiersz spalić, ale coś mnie powstrzymało. Siódmego odpoczywałem od poezji i bierność liryczna trwa po dziś dzień. Doskonałość stworzenia widzi się tylko pierwszego dnia.