“Głos Boga” Jacka Soboty, to jedna z ciekawszych książek jakie ostatnio czytałem. Na książkę składają się pozornie luźno ze sobą powiązane opowieści o losach detektywa i wieszcza Rozenkrotza, poety-opoja Dolsilwy, rycerza Kwaidana, hrabiego – sadysty i masochisty w jednym – Mortena, super-szpiega Gorde, pięknej ladacznicy Kroni oraz dwóch dziwnych chłopców- Enrew i Rewne zwanego również Głosem Boga.
Ten ostatni jest nikim innym jak Chrystusem alternatywnego świata przedstawionego na kartach opowiadań, zaś same opowieści niczym innym jak interpretacją Ewangelii, w czasie której autor zasypuje nieustającymi zapytaniami i próbami odpowiedzi.
Mamy więc dziewięć opowiadań tworzących większą całość – coś jak dziewięć jajek w koszyku. Tyle, że wewnątrz tych jajek kryją się inne jajka, ponieważ bohaterowie “Głosu Boga” opowiadają sobie nazwajem różne historie. Klasyczny wybieg, stosowany chociażby przez Chaucer’a w “Opowieściach kanterberyjskich“, gdy w kilku opowieściach kryją się kolejne, niczym jajka wewnątrz większych jajek lub też rosyjskie matrioszki chowane jedna w drugą.
Mamy zatem do czynienia z inteligentnie i błyskotliwie skonstruowanymi opowieściami. Na szczęście są to jednocześnie dobrze napisane opowieści, prawdziwe cudeńka narracji i pełne niespodzianek. Nigdy nie gubią się w labiryncie szczegółów, nigdy nie przekraczają granicy, za którą zaczyna się popis efekciarstwa
Olbrzymia w tym zasługa stylu, którym się posługuje Jacek Sobota. pełnym błyskotliwych aluzji i gier słownych, który stał się wizytówką autora, i który, nie bez kozery, nazywany jest przez niektórych Sobota Fiction.
Polecam!
Nie będę ukrywał, że po “Padlinę” Jacka Soboty sięgnąłem skuszony lekturą “Głosu Boga“. Nie po raz pierwszy też w takich przypadkach srodze się zawiodłem. Podobnie jak “Głos Boga“, również “Padlina” jest zbiorem opowiadań, tym razem jednak raczej nie powiązanych ze sobą, z wyjątkiem może dwóch pierwszych, których akcja rozgrywa się w mrocznym Mieście Moloch.
Te dwa opowiadania – Dwie krople deszczu i Rzeka – są równocześnie najlepszymi z całego zbioru. Gdyby autor włożył nieco wysiłku i napisał jeszcze kilka rozgrywanych w tej samej scenerii, wtedy kto wie? Może powstałby zbiór opowiadań równie błyskotliwy co “Głos Boga“. Niestety kolejne opowiadania nie trzymają poziomu.
Żona cenzora nie przeczę, to oryginalne opowiadanie (bohaterowie książek ozywają, a uśmiercić je może tylko uderzenie cenzorską pieczątką), ale jak dla mnie za bardzo przekombinowane, Ósmy dzień sprawnie napisane, utrzymane w realiach klasycznej SF, ale jakieś takie nijakie, miałkie. Anioł tkwi w szczegółach oraz Cztery pory roku to tak naprawdę króciutkie szkice, a nie pełnoprawne opowiadania. Do tej pory nie mogę dociec, po co znalazły się w tej książce. No i pozostaje wreszcie tytułowa Padlina – właściwie to tytuł mówi sam za siebie.
Styl Soboty pozostaje nadal bez zarzutu, szczególnie w dwóch pierwszych opowiadaniach (warto podkreślić raz jeszcze – są naprawdę dobre), ale niestety w parze z warsztatem nie idą pomysły na kolejne opowiadania.
Szkoda pieniędzy!