Człowiek wspina się na wyższe i wyższe góry, i wie, że pewnego dnia któraś z nich okaże się zbyt stroma. Ale nie rezygnuje, bo tak przyjemnie oddycha się powietrzem ze szczytów. Chociaż wie, że zginie, spadając…
2008-10-31
2008-10-24
Szpiglasowy Wierch: Polana Palenica – Schronisko przy Morskim Oku – Szpiglasowa Przełęcz – Szpiglasowy Wierch – Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich – Polana Palenica
Wycieczkę na Szpiglasowy Wierch (2172m npm) potraktowałem jako rozgrzewkę przed przejściem (po raz drugi) Orlej Perci na odcinku Zawrat – Kozia Przełęcz. Nawet nie przypuszczałem, że ta rozgrzewka przyprawi mnie o najgorszą kontuzję, jakiej doznałem (jak dotąd) chodząc po górach.
Zaczęło się niewinnie – busem zajechaliśmy na parking w Polanie Palenica. Stąd oczywiście zamierzaliśmy wyjechać wozem do Morskiego Oka. Niestety w momencie, gdy dochodziliśmy do postoju wozów, ten właśnie odjechał, a na następny trzeba byłoby czekać pewnie z godzinę. Udaliśmy się więc morderczym asfaltem do Schroniska przy Morskim Oku. Doszliśmy tam w godzinę i rzeczywiście po drodze nie minął nas żaden wóz. Tylko, że dochodząc do schroniska czułem obtarcia na obu piętach. Ponieważ stare buty mi się rozpadły wziąłem buty, w których chodzę po górach w zimie (i nie były to skorupy). W zimie nigdy nic mi się w nich nie działo – teraz urządziły mnie już po asfalcie.
W Moku, jak gdyby nigdy nic, zakupiłem wodę i postanowiłem kontynuować wycieczkę. Żółtym szlakiem, zwanym “Ceprostradą” poszliśmy na Szpiglasową Przełęcz (2110m npm). Wejście na przełęcz, wraz z postojem na podziwianie widoków, zajęło nam około półtorej godziny. Tutaj zrobiliśmy sobie chwilę przerwy na posiłek i wyskoczyliśmy na odległy o 15 minut wspinaczki Szpiglasowy Wierch. Szczyt jest doskonałym punktem widokowym, zwłaszcza na południowe zbocza Orlej Perci oraz masy Hrubego Wierchu i Krywania. Siedzimy więc i podziwiamy przez prawie pół godziny.

Widok ze Szpiglasowego Wierchu - Świnica

Widok ze Szpiglasowego Wierchu - Kozi Wierch

Widok ze Szpiglasowego Wierchu - Orla Perć
Po zejściu na Szpiglasową Przełęcz przechodzimy do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Żółty szlak prowadzi przez Czerwony Piarg i Szpiglasowe Perci. Na początku są łańcuchy ale brak tu ekspozycji, czy trudności technicznych – przydają się, gdy jest mokro. Po godzinie zejścia znajdujemy się na wysokości około 1700 metrów i dochodzimy do niebieskiego szlaku, skręcamy w prawo i udajemy się nim do Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. W Piątce jesteśmy po pół godzinie marszu – tempo spada, buty obcierają coraz bardziej. Robimy sobie przerwę, jemy szarlotkę na ciepło (rewelacja – polecam) i pijemy gorącą herbatę. Wstępują we mnie nowe siły.

Zejście ze Szpiglasowej Przełęczy
Wstajemy więc i schodzimy dalej – tym razem czarnym szlakiem. Po 30 minutach dochodzimy do zielonego i nim schodzimy Doliną Roztoki aż do Wodogrzmotów Mickiewicza – godzina marszu. Tutaj czeka na nas ponownie morderczy asfalt. Kolejne 30 minut i jesteśmy na parkingu na Polanie Palenica. Coś co powinno być przyjemną wycieczką – w sam raz, aby zaaklimatyzować się po przyjeździe w góry, dla mnie okazało się drogą przez mękę. Buty załatwiły mnie dokumentnie. Na drugi dzień udałem się w adidasach na Orlą Perć (od Zawratu do Koziej Przełęczy). Szło mi się nieźle, ale okazało się to przysłowiowym gwoździem do trumny. Następny tydzień spędziłem w łóżku, praktycznie nie mogąc chodzić.
2008-10-09
Cytat na dziś.
Wszystkie “wieczne” struktury runęły jak domki z kart. Historia jest nieprzewidywalna, gdyż jest rodzaju żeńskiego. Więc nie mówcie mi, że Lwów już nigdy nie będzie nasz, bo wszystko jeszcze może się zdarzyć. Lwów i Wilno chętnie wyrąbałbym z powrotem czołgami i rakietami, lecz nie mam takiego uzbrojenia, tudzież władzy politycznej, dlatego zrobię coś innego: usiądę na brzegu rzeki i spokojnie poczekam aż spłyną trupy wrogów. Za 50 lat, za 100 zim, za 300 wiosen – prędzej czy później. Jestem równie cierpliwy, jak historia jest nieprzewidywalna i pomysłowa.
2008-10-07
Cytat na dziś.
Szwoleżerowie przeszarżowali jeszcze kilka wojen i kilka powstań, lecz im także nie darowano. Kilku z nich, a każdy wart był tysiąca, zamordowana w Bourreaugne i wrzucono do wspólnego dołu, wielkiego jak dolina ich chwały i okrytego milczeniem bardziej jeszcze strasznym niż ta cisza, która dudni na obrazie Kossaka.
Zbrodnia bez kary. I pogrzeb, który zaiste przytłacza krajobraz…
2008-10-03
Jagnięcy Szczyt: Tatranska Lomnica – Skalnata Chata – Velka Svistovka – Chata Pri Zelenom Plese – Jahnaci Stit – Chata Pri Zelenom Plese – Biela Voda
Dzień po niezbyt fortunnej wycieczce na Krywań, postanowiłem wybrać się na leżący na wschodnim krańcu Tatr Wysokich Jagnięcy Szczyt (Jahnaci Stit, 2230m npm). Najłatwiejsza droga na niego wiedzie ze Schroniska przy Zielonym Stawie Kieżmarskim. Z kolei do schroniska najłatwiej dostać się żółtym szlakiem poprowadzonym Kieżmarską Doliną (Dolina Bielej Vody) z przystanku SAD w Białej Wodzie. Moja droga do schroniska była nieco inna – z pewnością trudniejsza ale za to mniej monotonna i bardziej atrakcyjna widokowo.
Zacząłem od przyjazdu elektricką do Tatrzańskiej Łomnicy (Tatranska Lomnica) gdzie zakupiłem bilet w jedną stronę na kolejkę kabinową do Łomnickiego Stawu (Skalnate Pleso, 1751m npm). Wyjazd kolejką minął bardzo szybko na oglądaniu masywu Łomnicy. Znad stawu ruszyłem szybkim krokiem czerwonym szlakiem (nieśmiertelna Magistrala Tatrzańska) w kierunku Rakuskiego Przechodu (Sedlo pod Svistovkou, 2030m npm). Wejście zajęło mi niecałą godzinę. Zaoszczędzony czas wykorzystałem na wejście na nieodległą Rakuską Czubę (Velka Svistovka, 2038m npm) i podziwianie spowitego w chmurach Kieżmarskiego Szczytu.

Kieżmarski w chmurach
Pogoda dopisywała, przez chmury co chwila przebijało słońce, powietrze zaś było rześkie, zapewniające dobrą widoczność. Nie namyślając sie długo, ruszyłem stromym zejściem (w jednym miejscu natknąć się można na łańcuchy) do Zielonej Doliny Kieżmarskiej (Dolina Zeleneho Plesa) i Schroniska przy Zielonym Stawie Kieżmarskim (Chata pri Zelenom Plese, 1551m npm). Zejście zajęło mi ponownie niecałą godzinę, a zaoszczędzony czas tym razem wykorzystałem na posiłek i podziwianie stromych ścian Małego Kieżmarskiego Szczytu.

Panorama doliny Kieżmarskiej: w dole schronisko przy Zielonym Stawie, w środku doskonale widoczna ścieżka na Jagnięcy Szczyt, po prawej sam Jagnięcy
Gdy się już napatrzyłem, ruszyłem szybkim krokiem żółtym szlakiem na Jagnięcy Szczyt. Szlak wiedzie Jagnięcą Doliną (Cervena Dolina) – bardzo często można tu spotkać kozice. Po drodze mija się Modry Stawek (Belase Pleso). Szlak wyprowadza nas po łańcuchach na Kołową Przełęcz (Kolove Sedlo, 2118m npm), a następnie skręca ostro w prawo i wiedzie dalej po północnej stronie grani. Momentami ekspozycja jest spora ale brak tu jakiś większych trudności. Na Jagnięcy Szczyt docieram dokładnie godzinę i trzydzieści minut od wyruszenia ze schroniska. Na szczycie spędzam prawie pół godziny podziwiając niezrównaną panoramę Tatr Bielskich oraz Dolin – Jaworowej i Białki. Na południe rozciąga się widok na Kieżmarską Dolinę oraz niżej położone miejscowości. Widać też doskonale Kołowy Szczyt, Baranie Rogi, Durny, Łomnicę i Kieżmarski. Niestety dalsze szczyty zasłonięte są chmurami.

W drodze na Jagnięcy Szczyt przez Jagnięcą Dolinę

Kołowa Przełęcz - w tle majaczy Kołowy Szczyt

Widok z Jagnięcego Szczytu

Widok z Jagnięcego Szczytu
Zejście ze szczytu tą samą drogą zajmuje mi kolejną godzinę. W schronisku piję chłodne piwo i ruszam żółtym szlakiem do przystanku SAD w Białej Wodzie. Ogłupiające zejście zajmuje mi prawie dwie godziny.
2008-10-02
Krywań: Strbske Pleso – Krivan – Tri Studnicky
Krywań (Krivan, 2495m npm) przez wiele lat uznawany był za najwyższy szczyt Tatr. Jego charakterystyczna sylwetka (oglądana od polskiej strony) góruje nad innymi szczytami – jest uznawany za narodową górę Słowacji (umieszczono go w hymnie kraju) i – zachowując wszelkie proporcje – jest szczytem odwiedzanym równie tłumnie, co Giewont. Mimo swej wysokości, od strony południowej jest dość łatwo dostępny. Oczywiście wszystko zmienia się, gdy pada deszcz…
Wycieczka na Krywań w moim wykonaniu zaczęła się niewinnie – elektricką dojechałem do Szczyrbskiego Plesa, a stamtąd udałem się nad jezioro o tej samej nazwie. Tutaj urządziłem sobie krótki postój podziwiając panoramę szczytów wyłaniających się z chmur (malutka piramida po lewej stronie, to cel mojej wędrówki – Krywań). Ponieważ przez kilka poprzednich dni nieustannie padał deszcz niezła widoczność dawała nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Jak się okazało później były to nadzieje złudne.
Po krótkim postoju nad jeziorem ruszyłem czerwonym szlakiem (Magistralą Tatrzańską) na wschód. Po około pół godzinie doszedłem do miejsca, gdzie szlak żółty łączy się z czerwonym (Razcestie pod Furkotskou Dolinou), a po kolejnych 30 minutach marszu do miejsca, gdzie z czerwonym szlakiem styka się szlak niebieski (Razcestie pri Jamskom plese). Tym właśnie szlakiem należy podążyć do góry, aby dojść na Krywań. Wcześniej jednak udaję się nad pobliski Jamski Staw (Jamske Pleso), gdzie urządzam sobie krótki posiłek (obejście stawu zajmuje niecałe 10 minut).
Po posiłku zarzucam plecak i niebieskim szlakiem wspinam się na Pawłowy Grzbiet (Pavlov Chrbat). Wieje chłodny wiatr, co chwila zerkam w górę – po niebie przewalają się szare chmury, z rzadka widać słońce i czyste niebo. W połowie podejścia robię się głodny, urządzam więc kolejny postój. Pod koniec posiłku zaczyna kropić deszcz. W takich warunkach dochodzę do miejsca, gdzie szlak niebieski styka się z zielonym (Razcestie pod Krivanom, 2140m npm) – czas dojścia od momentu opuszczenia Magistrali to godzina i trzydzieści minut. Od tego miejsca szlak niebieski wznosi się ostro do góry aż na sam szczyt. Skały są mokre i śliskie, deszcz pada cały czas – raz mocniej, raz słabiej. Szczyt (do którego dochodzę po 30 minutach) widoczny z rozcięcia okazuje się być tylko Małym Krywaniem (Maly Krivan, 2335m npm). Z tego miejsca widać już główny szczyt – a właściwie byłoby widać, gdyż jak na razie zasnuty jest chmurami. Szlak opada do Krywańskiej Przełączki (Daxnerovo Sedlo), a następnie wznosi do góry – rozpoczyna się ostatnie podejście.

Podejście pod Razcestie pod Krivanom - 2140m npm

Widok z Razcestie pod Krivanom - iść dalej, czy wracać zielonym szlakiem?
O dziwo wiatr rozwiewa chmury – w momencie, gdy po 30 minutach dochodzę do szczytu widoczność jest prawie dobra – przynajmniej po słowackiej stronie.

W drodze na Mały Krywań - spodnie jeszcze suche
Od strony polskiej zbliżają się kolejne deszczowe chmury. Robię więc szybką sesję zdjęciową i zaczynam powoli schodzić. Znowu zaczyna padać. W oddali słychać grzmot. Po chwili kolejny. Tempo schodzenia wzrasta. Ze szczytu spływają strugi wody. Na śliskich skałach wpadam w poślizg. Na szczęście zejście z kopuły szczytowej nie jest wystawione na ekspozycję. Zaczynam schodzić nieco wolniej. Cały czas przy padającym deszczu dochodzę do szlaku zielonego. Jestem cały przemoczony, burza na szczęście przeszła obok.

Wreszcie widać wierzchołek

Widok z Krywania
Jestem cały przemoczony, zaczynam więc szybko schodzić zielonym szlakiem. W ekspresowym tempie dochodzę do granicy kosodrzewiny, a następnie lasu. Ścieżka staje się bagnista. Za chmur wychodzi słońce i zaczyna mocno przygrzewać. Ściągam przemoczoną kurtkę. Po chwili deszcz zaczyna znowu padać. Nie chce mi się już nawet kląć. W błocie po kostki dochodzę do Trzech Źródeł (Tri Studnicky). Jeszcze tylko 500 metrów asfaltem do parkingu (Podbanske Chata Kapitana Rasu), gdzie urzęduje miły starszy gość (jeździ starą Skodą) pobierający opłaty za zaparkowane samochody, a na lewo sprzedaje najtańsze piwo w okolicy. Czas zejścia ze szczytu – 2 godziny.

Chwilowo odsłonięty szczyt Krywania - widok na pożegnanie
Popijając piwo zastanawiam się jak dostać się do Szczyrbskiego Jeziora. Po chwili zaczepia mnie dwójka Słowaków proponując podwiezienie – tak oto problem rozwiązuje się samoistnie. Tak też kończy się moja wycieczka na Krywań, którą okupiłem rozbitym łokciem (rezultat poślizgnięcia), przemoczoną kurtką, spodniami i butami. Wszystko to zdążyło na szczęście wyschnąć (albo prawie wyschnąć) do następnego dnia, gdy udałem się na szczyt po wschodniej stronie Tatr Wysokich – na Jagnięcy Szczyt.