Pamiętam ciepły jesienny dzień. Byłem małym smarkiem, pierwsze klasy szkoły podstawowej. Przyjechał fotograf z olbrzymim psem – dziś już wiem, że był to bernardyn. Wszyscy w szkole robiliśmy sobie zdjęcia klasowe. Lubię patrzeć na tą fotografię – cała moja klasa, wszyscy w mundurkach, wszyscy uśmiechnięci i zadowoleni.
Dziś, po latach czuję dziwny metafizyczny dreszcz, kiedy spotykam na ulicy ludzi niegdyś mi bliskich, a nic a nic niezmienionych, jakby nie dotknął ich czas. W pierwszym odruchu mam ochotę zajrzeć w lusterko, by zobaczyć, jaką ja mam twarz? Wystarczy jednak jedno spojrzenie na maski samochodów, czy sklepowe półki – jest XXI wiek. A to są tylko oblicza dzieci moich dawnych przyjaciół i znajomych. Niosą tak lekko młode twarze, zupełnie jak my kiedyś.
Nic nie wiedząc – to trwać będzie tylko chwilę.
Wszyscy wokoło wmawiają im, że przez całe życie będą wspominać z przysłowiową łezką w oku ten okres a oni – naiwni głupcy – nie wierzą i pędzą do dorosłości z prędkością światła.
Ale nie dziwię się im – ja też nie wierzyłem.
2011-10-31
Gubię ostrość spojrzenia…
Dodaj komentarz »
Brak komentarzy.
Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. Adres TrackBack