Powieść “HHhH – zamach na kata Pragi” Laurenta Bineta to bardzo udana książka (jest to zarazem debiut autora). Gwoli wyjaśnienia – skrót HHhH oznacza “Himmlers Hirn heisst Heydrich”, czyli „mózg Himmlera nazywa się Heydrich”.
Książka, jak podkreśla sam autor, jest swego rodzaju infrapowieścią. Na jej fabułę składają się dwa równoległe, świetnie ze sobą skomponowane wątki. Z jednej strony mamy opis faktu historycznego, z drugiej zaś głębsze rozważania dotyczące tworzenia powieści historycznej.
Pierwszy wątek to opis operacji “Anthropoid”, czyli słynnej operacji czechosłowackich komandosów, której celem było zabicie bezwzględnego i okrutnego protektora Czech i Moraw za całe zło jakiego się dopuścił względem mieszkańców Bohemii. Dowiemy się z tej części wszelkich szczegółów na temat przyczyn oraz organizacji misji. Ponadto razem z głównymi bohaterami prześledzimy cały etap przygotowań do zamachu, łącznie z towarzyszącymi mu trudnościami, jak i pechowymi sytuacjami. Zobaczymy wreszcie brawurowe, pełne napięcia wykonanie akcji przez czechosłowackich komandosów i jej dramatyczny finał, wart greckiej tragedii.
Trzeba przyznać, że Autor w sposób plastyczny nakreślił sylwetki głównych bohaterów: Reinharda Heydricha, Jozefa Gabčíka, Jana Kubiša, Josefa Valčíka i Karela Čurdy, by wymienić najważniejszych. Pisze o ich karierach, codziennym życiu, przekonaniach, troskach i marzeniach. Nie ma patosu, gloryfikacji, jest za to świetna akcja. Barwna jest również sama sceneria wydarzeń: Europa “gorącego” okresu lat trzydziestych/czterdziestych w której przyszło im wszystkim żyć i umrzeć. Dodatkowo uzupełnia ją historia wzajemnych, niemiecko-czechosłowackich, relacji i garść informacji o czeskim ruchu oporu. A wszystko bogato udokumentowane w oparciu o źródła oraz na dobrym poziomie merytorycznym (nieliczne drobne wpadki – np: autor twierdzi, że siedziba Hansa Franka, Generalnego Gubernatora, znajdowała się w Warszawie).
Drugi wątek czyni z całej tej historii jedynie pretekst, by poruszyć kwestie tworzenia powieści historycznej. Poznajemy więc cały proces tworzenia powieści: od narodzin pomysłu, poprzez szukania materiałów historycznych, zwiedzanie miejsc powiązanych z wydarzeniem aż do pisania i rozterek jakie słowo będzie odpowiednie w danym miejscu. Przy okazji niejako poznajemy cały warsztat pisarza, reguły rządzące powieściami historycznymi, a nawet to, jaki wpływ wywiera pisarstwo na życie osobiste autora. Binet nie jest przy tym niewolnikiem reguł, świadomie je łamie, wychodzi poza przyjęty kanon i tworzy własne. Słowem: twórczo podchodzi do tematu, chce dać coś od siebie, kreuje, a nie odtwarza. Takie podejście jest cenne. Książka tylko zyskuje: jest bogatsza, pełniejsza i niewątpliwie daje większe spektrum poznawcze. Co prawda można z początku odnieść wrażenie chaosu, jednak efekt końcowy zaskakuje, fascynuje i koniec końców jest bardzo udany.
Książkę Bineta czytało mi się bardzo przyjemnie. Trzeba przyznać, że stanowi coś nowego, a w każdym bądź razie odmiennego wśród powieści. Zresztą nie jest to powieść klasyczna, trudno nawet jednoznacznie określić “czym jest”. Po prostu wymyka się definicjom. Na pewno zasługuje na przeczytanie.
2012-02-21
Laurent Binet – HHhH
2012-02-01
Yannick Haenel – Jan Karski
Wydana w 2009 roku (w Polsce rok później) książka “Jan Karski”, której autorem jest Yannick Haenel łączy literaturę faktu z fikcją literacką. Oparta jest na biografii legendarnego kuriera polskiego Państwa Podziemnego, świadka Holocaustu, który w 1942 roku przekazał aliantom pierwszy raport o zagładzie Żydów w warszawskim getcie i obozach koncentracyjnych.
Książka ma mocno nietypową budowę: rozdział pierwszy to relacja z wypowiedzi Karskiego w filmie “Shoah” Claude’a Lanzmanna, drugi jest streszczeniem “Tajnego państwa – opowieści o polskim podziemiu”, książki, w której Karski opisał na gorąco swoje działania już w roku 1944. Dopiero rozdział trzeci ma formę literackiej fikcji opowiadającej o przeżyciach Karskiego już po przybyciu do USA. I do tej właśnie, ostatniej części, wielu krytyków ma najwięcej zastrzeżeń zarzucając autorowi fałszowanie historii.
A co mianowicie znajduje się w tej trzeciej części? Jest to długi, fikcyjny monolog Karskiego mający ujawnić jego najbardziej ukryte i za życia niewypowiedziane myśli. Elegancko mówiąc, jest to literacka próba przełamania granicy między fikcją a rzeczywistością. Mówiąc zaś zwyczajnie, jest to wersja tego, co zdaniem Haenela Karski miałby światu do powiedzenia, gdyby mógł i chciał dziś coś światu powiedzieć. W monologu tym zawarte jest oskarżenie wobec aliantów o cichą zgodę na Holokaust. Jest też oskarżenie pod adresem Francji i Anglii o to, że nie uczyniły zbyt wiele, by ratować Polskę i Polaków przed wspólną agresją Hitlera i Stalina. Jest też sporo o tym, że świat “zapomniał” o zbrodni katyńskiej i Powstaniu Warszawskim, ponieważ potrzebował pomocy Stalina w pokonaniu hitlerowskich Niemiec. Haenel jest bezwzględny wobec swych rodaków, ale nie oszczędza też Stanów Zjednoczonych. Chodzi przede wszystkim o fragmenty trzeciego rozdziału, opisujące wizytę Karskiego w Białym Domu i jego sprawozdanie z sytuacji składane przed znudzonym Rooseveltem (które w rzeczywistości jest przemową do wazy po zupie). Roosevelt ziewa i spogląda pożądliwie na nogi sekretarki. Tylko stająca na stole waza wydaje się słuchać relacji.
Nic dziwnego, że książka wywołała falę krytyki na Zachodzie. W wywiadach Haenel twierdzi, że “obraz Polski, jaki kreuje film “Shoah”, jest ostry i niesprawiedliwy. Okazuje się, że Lanzmann filmował Karskiego przez osiem godzin. Jednak w filmie nie pokazuje więcej niż czterdzieści minut ich rozmowy. Lanzmann był przede wszystkim zainteresowany świadectwem o getcie. Pomijając te fragmenty, w których Karski opowiadał o swoich wysiłkach w przekazaniu Ameryce wiadomości Żydów z warszawskiego getta, sfałszował sens jego postawy. Interesujące jest też, że w “Shoah” nie oglądamy żadnego Polaka, który ratował Żydów.” Są tylko tacy, którzy ich denuncjowali. Film “Shoah” odegrał zasadniczą rolę w wyobrażeniu, jakie nie tylko Francuzi, ale i światowa opinia publiczna mają o Polsce. Nic więc dziwnego, że na Zachodzie pisze się o “polskich obozach zagłady”, a nikt nie chce uwierzyć, że największa liczba Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata w Yad Vashem to Polacy.
We Francji książka Haenela wywołała burzliwą dyskusję, znajdowała się przez wiele tygodni na francuskich listach bestsellerów i zyskała uznanie krytyków literackich. Jednocześnie wywołała dużo kontrowersji natury faktograficznej, w tym gwałtowną polemikę między Haenelem a Lanzmannem. Ten ostatni zarzucił pisarzowi “fałszowanie” historii i postaci samego Karskiego. Haenel ripostował, że jako pisarz miał prawo w części swej książki posłużyć się fikcją literacką. Jak się okazuje jego fikcja literacka znajduje się znacznie bliżej prawdy niż można by przypuszczać.
Biorąc powyższe pod uwagę, niezmiernie dziwi mnie krytyka książki w Polsce (tak jakby komuś zależało na podtrzymaniu mitu o antysemityzmie Polaków). Książka, która przedstawia pozytywny wizerunek Polski i Polaków (mimo posługiwania się fikcją literacką) zasługuje na uznanie. Tym bardziej, że książkę tę napisał obcokrajowiec. Tą książką Haenel zrobił dla wizerunku Polski wiele dobrego i chociaż za to należy przeczytać jego wersję historii Jana Karskiego, tym bardziej, że nie jest to wcale słaba książka.